24.09.2014

16.09.2014

06.09.2014

Traumy, awersje i paranoje

  Z natury jestem tolerancyjna. Dusza wyje i serce krwawi gdy ktoś nazywa zwykłe bąbelki szampanem, ale jestem w stanie tolerować taki stan rzeczy. Najważniejsze, że chociaż mój ojciec załapał o co chodzi (i to mój największy osobisty sukces).


  Nie unoszę się gdy babcia podając swoją popisową nalewkę z wiśni nazywa ją winem. Dla niej winem jest wszystko to, co fermentuje w gąsiorze schowanym za komodąI ona te swoje wyroby nazywa tak  już od przeszło czterdziestu lat, więc wszelkie moje sugestie trafiają jak kulą w płot. 


o zdrabnianiu nazw alkoholi


Nie dziwi mnie też gdy Pani niby-koneserka pyta o wino ze szczepu Chablis. Nie każdy musi się znać na aspektach prawno-geograficznych i innych wydumanych rzeczach związanych z winem. Wybaczam jej więc, ale nie mogę przebaczyć i odpuścić jednej rzeczy. Po prostu muszę się przyznać, że dostaję szału gdy...
-->