18.07.2014

Z otchłani na szczyty chwały - afera glikolowa

Wczoraj piłam wyjątkowe wina. Były bez zarzutu, w smaku ciekawe, przez szanowne grono ekspertów winiarskich powszechnie znane i szanowane. Piłam i myślałam o tym, że co jak co, ale historia wina składa się raczej z ostrych wiraży niż szerokiej i prostej szosy wydarzeń. Przede wszystkim o tych zakrętach się pamięta i mówi, nawet jeśli zostawiliśmy je już dawno za sobą.

W Ameryce skandal wywołał młody chłopaczyna z Indonezji (o jego przekręcie pisałam w artykule Kryminalne zagadki Domaine de la Romanee-Conti), a w Europie - pazerni Austriacy. I to właśnie o nich będzie ten skromny post, bo wczorajsze wina były z Austrii i były dobre. Były tak dobre, że nie sposób zapomnieć dlaczego takie się stały.

Wina z Austrii - afera glikolowa 



Żeby być w czymś doskonałym, zaczyna się najczęściej od bycia beznadziejnym. Takie też były niektóre wina z Austrii. Ich producenci wspięli się na wyżyny nieuczciwości i zwykłego ludzkiego chamstwa. Jak to w takich opowieściach bywa, ich samozadowolenie trwało do czasu. Czas ten nadszedł w 1985 roku gdy zdemaskowano ich praktyki, a wywołana "afera glikolowa", jest uważana przez wielu za największą w winiarstwie w ostatnich dekadach.

O co chodziło w austriackiej aferze glikolowej? 


Sprawa jest prosta jak wzór chemiczny glikolu. Winiarze w umowach zawartych z dużymi marketami zobowiązali się do dostarczenia win typu Auslese. To wina słodkie, moszcz do ich produkcji zawiera w sobie sporo cukru. Zaczęły się jednak problemy gdy okazało się, że cukru w cukrze jest niestety za mało. Matka Natura sprawiła, że rok 1982 i 1983 był w Austrii szczególnie cienki, a z kontraktów trzeba było się przecież wywiązać.

Dodanie zwykłej sacharozy było zbyt prymitywne dla przebiegłych Austriaków. To przede wszystkim jego obecności szuka się w badaniach kontrolnych. Trzeba było poszukać innej alternatywy... I postanowiono wykorzystać glikol. Kandydatem do zastosowania był idealnym, nie tylko dosładzał wino ale i poprawiał jego budowę dodając krągłości. 

Cóż, że glikol to silnie toksyczny płyn, używany do chłodnic samochodowych i produkcji rozpuszczalników. Cóż, że uszkadza mózg, wątrobę i nerki, a już 100ml powoduje zgon.

afera glikolowa w Austrii i jej konsekwencje
Glikol etylenowy- pychota! 

Nielegalne i szkodliwe praktyki może trwały by i do dziś, gdyby nie jeden z producentów, który w swojej bezczelności wystąpił z wnioskiem o zwrot VAT-u na glikol i urzędnikowi coś zaśmierdziało. Rozpętała się prawdziwa burza. Władze austriackie z godną podziwu zaciętością identyfikowały winnych, w skutek czego przed sądem stanęło kilkudziesięciu winiarzy. Pomimo tego, że nie był to duży odsetek ogółu to ucierpieli wszyscy. Eksport win spadł o 90%.

By odbudować stracone zaufanie nie wystarczyło być teraz dobrym, trzeba było być doskonałym. Tacy też się stali. Zaczęła się nowa era winiarstwa w Austrii, której wyznacznikiem stała się jakość. Urzędnicy wzięli się ostro do roboty (w końcu przecież "Ordnung muss sein"). W konsekwencji ustalono nowe prawo winiarskie, które jest bardzo restrykcyjne i reguluje dosłownie wszystko.



Glikol pomimo, że toksyczny, wyszedł Austrii na dobre.

- Tak konkludowałam siedząc wczoraj przy ichnim cudownym eisweinie i marząc o tym, by jednak okazało się, że kieliszek nie ma dna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

-->