30.04.2014

Ciekawość wina

  Wino pijałam i wcześniej, ale podobnie tak jak się słucha nie słysząc i patrzy nie widząc. Możliwe też, że w większości były to po prostu bardzo podłe i mierne trunki, trudno powiedzieć, tak bardzo mnie to nie obchodziło. I w pewnym momencie po prostu wszystko się zaczęło.




23.04.2014

Koleje La Rioja - u początków sławy Riojy

By dotrzeć na tegoroczne Święta Wielkanocne pokonałam 395 km w jedną stronę. Zajęło mi to w sumie około 7 godzin jazdy. Podróżowałam na Mazury swoim ulubionym (i znienawidzonym zarazem) środkiem lokomocji - Polskimi Kolejami Państwowymi.

Czasu było sporo, więc podjęłam się dogłębnej analizy wywieszonej na korytarzu mapy. Przedstawiała kolejowe połączenia pomiędzy miastami Polski. Po chwili odpłynęłam myślami i zasnęłam. Śniło mi się, że cały region La Rioja ma tak znikome trasy kolejowe jak Mazury. Skutkuje to tym, że historia toczy się odmiennie i zamiast winorośli obecnie uprawia się tam pyry...


Jak to się stało, że Rioja została najsłynniejszym regionem winiarskim w Hiszpanii? I jaki związek ma to z Bordeaux i filokserą?

16.04.2014

ABC głupcze!

  Gdy ostatnio wspomniałam, że chciałabym poruszyć na blogu temat "ABC" pewna życzliwa osoba podzieliła się ze mną radą, że przecież czytelnicy "jak by nie było z alfabetem to są chyba zaznajomieni, nie?". Jednak w tym przypadku nie chodziło mi o fragmenty elementarza, a ciekawe zjawisko, do którego tak po prawdzie trudno mi się jednoznacznie ustosunkować.


Więc jak to jest z tym ABC?

12.04.2014

Klątwa Katarzyny, czyli o pewnej kolacji, do której dobierałam wino

Pewnego uroczego wieczoru miałam przyjemność zapewniać serwis przy kameralnym spotkaniu kilku dżentelmenów. Panowie spotkali się by świętować jakieś wydarzenie, lecz szczerze powiedziawszy do wesołego ucztowania było im baaardzo daleko. Na ratunek mogła mi przyjść tylko jedna rzecz.  Przygotowałam więc kilka butelek wina i ruszyłam ku posępnemu stolikowi...
Grzecznie przedstawiłam się z imienia, a atmosfera stała się jeszcze bardziej gęsta. No trudno, trzeba będzie przebrnąć jakoś do końca -pomyślałam i podejrzewam, że najpewniej zrobili to także oni.

Zaczęto od przystawki i Prosecco, które wydawało mi się najbardziej rześkie, wesołe, posiadające tak zwane "dobre wibracje". Nic z tego, pierwsza próba ożywienia kolacji spaliła na panewce. Potem było włoskie Pinot Grigio, a nawet Pinot Noir z Burgundii.

Zauważyłam pozytywne symptomy - panowie w końcu zaczęli rozmawiać między sobą. Przyszedł więc moment na gwóźdź programu, w trakcie którego na stół wjechały ogromne kawały argentyńskiej wołowiny w przedziwnie aromatycznym sosie: słodkawym,  delikatnie śliwkowym, a zarazem zdecydowanym i pieprzno- przyprawowym.
Przez chwilę przemknęło mi przez myśl Barolo, ale wiedziona jakimś instynktem, chyba szóstym zmysłem postawiłam na wino z... Bułgarii!

Och, jak mylą się ci Winomani, którzy na dźwięk tego kraju spluwają z obrzydzeniem! Lata kieratu w Bloku Wschodnim dokonały zniszczenia. Na szczęście nadszedł czas nowej fali w winnicach i powolnego odbudowywania ich reputacji.


Butelka, którą zaproponowałam to Twins Cabernet Sauvignon od Katarzyny Estate. Dobre i wyraziste wino o bardzo głębokim kolorze. W nosie owoce leśne z nutką tytoniu, śliwki i czekolady, a usta z nim konsekwentne z dodatkową przyjemnością po aftertaste.


Czy bułgarskie wino uratuje kolację? Źródło: Sommelier Dystrybucja
Po prezentacji butelki i podaniu nazwy dżentelmeni zamarli. Szybko wyjaśniłam, że nie mają czego się obawiać, a "bułgarskie wino" tylko groźnie brzmi. Gospodarz zrezygnowany polecił bym zaczęła polewać. No i stał się cud! Panowie się ożywili, co mnie ucieszyło - zaczęli analizować pojawiające się w kieliszku aromaty i próbowali nadzwyczaj chętnie, jakby zdziwieni tak wysoką jakością wina z państwa na "Be".

Gospodarz też się rozluźnił i wtedy pękł - wyjawił mi skrywaną od początku kolacji tajemnicę...

Otóż ten przemiły jegomość i jego przyjaciele zebrali się wspólnie, bo zakończyło się właśnie tego dnia burzliwe małżeństwo jegomościa i paskudny, długi rozwód z niejaką Katarzyną. I wszystko stało się jasne, nie dość, że przez cały wieczór biegała przy nich imienniczka harpii (o przepraszam, eksżony) to jeszcze ośmieliła się zaserwować wino od innej Katarzyny!

Eh, dobrze, że przynajmniej było dobre... Na tyle, że pan poprosił o zachowanie na pamiątkę korka, na którym dużymi drukowanymi literami pisało KATARZYNA.





09.04.2014

Komu smakują kocie siuśki? Czyli co czujesz w sauvignon blanc

W dzieciństwie uwielbiałam zapach benzyny. Każdy postój na stacji benzynowej był okazją do wdychania specyficznych zapachów. Dziwne zamiłowanie z wiekiem zniknęło, ale w zamian pojawiło się inne. Teraz uważam, że ciekawym jest zapach kociego moczu. Co więcej- pożądany w niektórych przypadkach!


No cóż, dziwaków nie sieją...


Pocieszeniem niejakim jest fakt, że w kręgu ludzi zafascynowanych winem nie jest to odosobniony przypadek. Wierzcie lub nie:

Winomani lubią wąchać kocie siuśki! 


Ale, by się nie rozpędzać i takiemu delikwentowi z poświęceniem nie podtykać kuwety pod nos biednego zwierzaka, już wyjaśniam: chodzi tylko i wyłącznie o aromaty występujące w winie.


Jeśli jesteście głodni wrażeń i chcecie poczuć to na własnym ciele (oh, pardon- nosie) to szczególnie predysponowane do "wydzielania" takich zapachów są wina ze szczepu sauvignon blanc.  Szukać ich można w konkretnych apelacjach. Prym wiedzie tu Dolina Loary ze swoim słynnym SancerrePouilly-Fume. Za pochodzącą stamtąd dobrą butelkę, szczególnie w towarzystwie koziego sera, wielu dałoby się pokroić.
Aromat kocich siuśków powodem do dumy!

Komu mało, polecam poszukać głębiej, takich perełek jest więcej... I nie dajcie się zwieść eufemizmom! Wiadomo, że żaden winiarz przy zdrowych zmysłach nie będzie polecał w tak dosłowny sposób swoich win. Można za to uraczyć się (jak to mówią/piszą) aromatami zwierzęcymi, czy rustykalnymi. A co się za tym kryje? Cóż, może to być tak samo sierść mokrego psa, pot lub kurze kupy (dla mniej wrażliwych: obornik).

Nie ma czasu do stracenia, kieliszki w dłoń, ciekawe aromaty czekają na odkrycie!



04.04.2014

Trup w szafie! Czy wino im starsze tym lepsze?

  Jeśli zacząć to mocno i z przytupem-


znalazłam trupa w szafie!

Na szczęście nie w swojej, lecz marne to pocieszenie, bo mebel należał do moich rodzicieli. Uściślając fakty - nie była to szafa, lecz kredensowy barek w maminym salonie, no ale, że akurat gabaryty ma podobne, można się pomylić.

Czy wino może się przeterminować?


Sytuacja miała miejsce już jakiś czas temu, podczas długo zapowiadanych odwiedzin. Wieczór, kolacja, przydałoby się coś do tego. Mamusia znając moje pasje i upodobania radośnie więc oznajmia, że skleroza nie boli, ale w porę czas przypomniało jej się o winie, które posiada na stanie. 

Wino to dostała w prezencie kilka lat temu od którejś z licznych ciotek, a że było wytrawne, to i spoczęło w czeluściach barku czekając na lepsze czasy. No i lepsze czasy nastały. Nadeszła pora na odkopanie go z dna kredensu...

  Jest! 



Znalazł się, etykieta mignęła, zebrani rzucili się by napełnić kieliszki, a mi zrobiło się smutno. Podstawowe białe wino i co najmniej kilka lat za dużo we wspominanym kredensie. Toż od kilku lat butelka dla niego trumną! Lecz tradycji musiało stać się zadość: szybki test oka, nos, na końcu łyk w usta... Szkoda, że nie było w zasięgu wzroku spluwaczki... głośne przełknięcie.

Już dawno butelka ta zapomniała jak pachną owoce, a rześkość zna tylko z opowieści.


 
Po wygłoszeniu przeze mnie tej jakże krótkiej, lecz dobitnej mowy pogrzebowej, naraz kilka głosów zaczęło przekonywać mnie, że przecież wino im starsze tym lepsze! A to tutaj w smaku przecież nie takie złe, przynajmniej mało kwaśne.

No i winna całemu zamieszaniu poczułam się w odpowiedzialności by sprawę naświetlić. A gdy sprawę tę dokładnie i wyczerpująco naświetlałam, rodzina siedziała wsłuchana i ochoczo potakując... sączyła żywego trupa!

stare wino, stare butelki


→ Niestety, nie każde wino jest tym lepsze, im starsze. 


Duża część światowej produkcji to wina przeznaczone do szybkiego spożycia. Szybkiego, czyli w przeciągu 2-3 lat od daty zbioru podanej na etykiecie. Najczęściej niepredysponowane do długiego przechowywania są wina różowe, lekkie nieskomplikowane i proste wina białe oraz czerwone - szczególnie te produkowane metodą maceracji węglowej (np. beaujolais nouveau ).


   
­
-->